wtorek, 12 października 2010

Złe sny Michaela Haneke. Recenzja filmu 'Biała Wstążka'.

Filmy Michaela Haneke są jak zapadanie w zły sen. Zanurzeni w bezpiecznej ciszy zostajemy znienacka zarzuceni serią nieprzyjemnych obrazów. Prawa rządzące senną krainą pozostawiają nas bezradnych wobec gwałtu dokonywanego na naszych emocjach, ale prędzej czy później przychodzi przebudzenie, powrót do bezpiecznej ciszy. Biała wstążka, najnowsze dzieło reżysera, spowite jest klamrą ciszy. Choć dźwięk w filmie ma źródło wyłącznie w diegezie, co jest raczej regułą aniżeli wyjątkiem w twórczości austriackiego reżysera, cisza na krańcach filmu nie przechodzi niezauważona. W zamierzeniu reżysera miała ona zapewne służyć początkowo wzmożeniu koncentracji, na końcu zaś wydzieleniu pola na mocniejsze wygranie emocji, stworzenia dogodnych warunków do refleksji. Owa cisza jest także czasem, gdy jeszcze lub ponownie mamy kontakt z rzeczywistością.
Zaraz po napisach czołówki przemówi do nas prawodawca innego świata i to jego reguły będziemy zmuszeni przyjąć. Haneke jest twórcą świadomym. Sukces jego filmów polega głównie na tym, że potrafi perfekcyjnie kierować emocjami widza. Nie przykuwa nas przecież przemocą do foteli, ale wykorzystuje pewną prawidłowość ludzkiej psychiki, mianowicie jak mówi sam reżyser: poważny widz identyfikuje się z ofiarami. Dlatego każdy zdrowy psychicznie człowiek zawsze będzie cierpiał na ważnych filmach. Haneke nie sili się na pozory skromności, sam każe zaliczać swoje filmy do kręgu filmów ważnych. Jego kino, mimo operowania powolną narracją, długimi ujęciami, dalekimi planami, ascetyczną formą, programową ciszą, szkicowymi portretami psychologicznymi bohaterów, sprawia że nasza uwaga i emocjonalne zaangażowanie sięgają najwyższych rejestrów. Reżyser motywuje konstruowanie swoich filmów na kształt areny dla mającej się na niej rozegrać przemocy fizycznej i psychicznej, misją katharsis jaką powinna wypełniać sztuka, lecz czy przy tym wszystkim sam nie ucieka się do nieuzasadnionej przemocy wobec widzów. W kontekście Białej wstążki, ale przecież i innych obrazów reżysera, z uporem powraca do mnie wątek resocjalizacyjnej kuracji Alexa DeLarge’a, bohatera Mechanicznej Pomarańczy Stanleya Kubrick’a. Haneke jest demiurgiem w skali kreacji świata przedstawionego swoich filmów. Choć nie wymusza percepcji, to jednak decyduje jakie obrazy widz będzie oglądał. Reżyser sytuując swoją twórczość w obrębie kina realistycznego - mało tego twierdząc, że dzięki zamierzonemu zrywaniu z klasycznym schematem fabularnym wymagającym rozwiązania głównych wątków, wznosi się na wyższy poziom odzwierciedlania rzeczywistości - sugeruje odbiór swoich filmów na zasadzie pars pro toto. Czy jednak mając oczy szeroko otwarte możemy potwierdzić, że celuloidowa tafla wykonana przez austriackiego reżysera odbija wiernie otaczający nas świat? Mam nadzieję, że nie. Czy poszukiwanie w ludzkiej duszy zła, dogłębne studium nieumotywowanej przemocy, służy czemuś jeszcze poza chęcią zawładnięcia ludzkimi emocjami i pamięcią, które jest  charakterystyczne dla filmów ważnych. Zgodnie z twierdzeniem reżysera: Po latach pamięta się wyłącznie dzieła, które rozjuszyły i rozdrażniły. Sprawiły, że przestaliśmy czuć się komfortowo. Mam nadzieję, że wykorzystywanie tak doskonałego warsztatu jakim dysponuje Haneke, nie stawia przed sobą wyłącznie powyższego celu. Reżyser wypowiada się głównie poprzez swoich bohaterów, a motywacje jego postaci snują się jak cienie po płaszczyźnie ekranu, lecz nie są raz na zawsze dane.



Michael Haneke jest twórcą, który wypracował własny, oryginalny styl. Powtarzalne tematy i środki wyrazu, mimo dużego nasycenia, w każdym z filmów skrzą się nieco innym blaskiem, co jest niewątpliwie manifestacją artystycznej siły. Chirurgiczna precyzja, budowanie sekwencji z wyłącznie niezbędnych elementów, jest chyba zasługą dokładnej kalkulacji. Skutkiem ubocznym jest przeszywający chłód. Reżyser w Białej wstążce, krytykuje patriarchalne społeczeństwo niemieckie, w którym nie ma miejsca na manifestacje uczuć, natomiast zdystansowany styl nie powstał na potrzeby tego filmu. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z dopasowaniem materii do ręki twórcy. Haneke nie przejawia żadnej sympatii dla swoich bohaterów, zarówno ofiar jak i katów. Nie ukrywając wpływu, jaki wywarły na nim prace Freuda, nie wierzy w niewinność dzieci, a tym bardziej ludzi dorosłych. Biała wstążka jest tylko symbolem niewinności, która nie ma racji bytu w rzeczywistym świecie. Szkicowe portrety bohaterów nie pozwalają zrozumieć postępowania prześladowców oraz utrudniają identyfikację z ofiarami. Postacie są marionetkami w rękach reżysera. Skrojone na miarę, nie mają możliwości zafunkcjonowania w naszej świadomości w sposób przekraczający rolę argumentów, prowadzących nas do założonej tezy. Haneke pytany o sposób pracy z młodymi aktorami, odrywającymi niebagatelną rolę w jego nowym filmie, odpowiada: Nie próbowałem im tłumaczyć sensu filmu ani przedstawiać historycznego kontekstu wydarzeń. Szkoda na to czasu i energii. Aktorstwo to przede wszystkim praca fizyczna. Można godzinami odtwórcom ról opowiadać o filozofii, ale i tak kluczowe okaże się dla nich zdanie: „Wejdź lewą nogą z prawej strony planu”. Skoro aktorzy nie rozumieją filmu, do obrazu nie ma też wstępu inna wrażliwość.


 Niewinność, tytułowy problem Białej wstążki, na planie filmu niemalże nie istnieje, chyba że możemy mówić o aktorach nie zdających sobie sprawy z odgrywanej roli. Postaci, których wyzbycie się grzechu nie jest wyraźnie zanegowane, są umieszczone poza centrum życia społeczności, pozbawione motywacji lub możliwości przeciwstawienia się złu. W charakterystycznym dla Haneke’go ujęciu zło pozostaje bezkarne.

 Reżyser przedstawiając historię społeczności Eichwaldu, niewielkiej wsi niemieckiej, miał ambicje dotrzeć do korzeni nazizmu. Tak otwarte sugerowanie tego odczytania, zarówno w obrębie filmu, jak i w wypowiedziach twórcy, najbardziej chyba szkodzi Białej wstążce. Zgodnie z tezą filmu w protestanckim, patriarchalnym, stosującym surową dyscyplinę społeczeństwie, które tłumi wszelki sprzeciw, tworzy się grunt, na którym może wykiełkować zło. Odgrywanie ról społecznych, tłumienie emocji w imię ekonomii lub ideologii, fasadowość relacji i gestów, ukrywanie rodzinnych dramatów za murami domu, fanatyzm religijny, wszystko to według Haneke’go stało się przyczyną narodzin nazizmu, który jest winny tragedii II Wojny Światowej. Idąc tym tropem odnotowalibyśmy zbyt wiele ognisk zapalnych faszyzmu, ponieważ nie tylko w Niemczech mieliśmy do czynienia z portretowanym modelem społecznym, mimo to spektakularna erupcja miała miejsce właśnie tam. Ponadto reżyser wybiera do obserwacji społeczność wiejską, niedouczoną i przyzwyczajoną do uległości i poddaństwa w wyniku funkcjonowania w obrębie podziałów społeczno-ekonomicznych, wyrosłych na gruncie kapitalizmu. Czy taka próba należycie oddaje charakter Niemiec tego okresu? Czy upoważnia do generalizacji? Czy nie upraszcza obrazu i nie usuwa w cień specyficznie narodowych uwarunkowań historyczno-społecznych? Pomija rolę konkretnego przywódcy? Przypomnijmy wreszcie chociażby Czas wilka czy Funny Games a przekonamy się, że zło w świecie Haneke’go rodzi się nie tylko na gruncie zbyt zdyscyplinowanego i surowego społeczeństwa. Rodzi się ono także wtedy, gdy tych reguł zostanie pozbawione lub gdy bezkarnie je łamie.



Pozostawianie tak wielu miejsc niedookreślonych w filmach austriackiego reżysera jest trochę uchylaniem się od odpowiedzialności za przedstawiane obrazy, nie zawsze zgodne z etyką, polityczną poprawnością czy rzeczywistością. Podobnie chowanie się za postacią nauczyciela, będącego tautologicznym narratorem w Białej wstążce, czy wpisanie historii w nawias słowami nie wiem czy historia, którą chcę wam przekazać jest prawdziwa. Jest to tylko krótkie ulotne zdanie, natomiast później reżyser stosuje dalekie plany sugerujące obiektywizm. Nauczyciel-narrator przywołuje historie, których nie mógł być świadkiem. Ze względu na (portretowaną zresztą) fasadowość relacji społecznych, nie mógł znać ich również ze słyszenia. Jest to więc historia Haneke’go, który sytuuje się ponad, przyznaje sobie prawo do wszechwiedzy. Nie pyta czy ma słuszność, ponieważ jest o tym przekonany. Czy możemy powiedzieć, że relacje społeczne rodzą jedynie zgniłe plony? Reżyser twierdzi, że broni jednostki, lecz czym jest jednostka bez społeczeństwa.



Haneke chce by film był rodzajem katharsis. Grecy wierzyli, że owy stan oczyszczenia można osiągnąć również poprzez muzykę i taniec. Czy aby owocnie obcować ze sztuką zmuszeni jesteśmy przyjąć reguły austriackiego reżysera? Dlaczego upadły anioł ma być bohaterem bardziej wartościowym, fascynującym, niż postać na kształt Chrystusa?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=azmqkqCMTb4

Prześlij komentarz