poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Analiza ideologiczna filmu 'Hotel Rwanda' Terry'ego Georga

Ile „aktów ludobójstwa” potrzeba, aby można uznać je za ludobójstwo? Takie pytanie pada w filmie podczas relacji radiowej z konferencji prasowej na temat sytuacji w Rwandzie odbywającej się w Departamencie Stanu USA. Brak odpowiedzi możemy uznać za sedno filmu. W dziesiąta rocznicę masakry w Rwandzie, irlandzki reżyser, Terry George wraz ze współscenarzystą Keirem Pearsonem, zwracają oczy współczesnego świata w kierunku wydarzeń, które rozegrały się w 1994 roku w najgęściej zaludnionym afrykańskim państwie. Film jest próba rozliczenia Zachodniego Świata oraz ONZ za popełnione błędy i brak reakcji zarówno polityków jak i mediów na ludobójstwo w Rwandzie, które pochłonęło przeszło milion ofiar.



W celu rzetelnego i kompletnego zrozumienia historii ukazanej w filmie, najpierw należałoby przybliżyć tło historyczne wydarzeń z okresu od kwietnia do lipca 1994 oraz jak doszło do ludobójstwa na taką skalę. Jako głównego inicjatora rasowych podziałów określa się w filmie Belgię, która w latach 1916-1962 zarządzała Rwandą i selekcjonowała obywateli według atrybutów fizycznych oraz pochodzenia. Kwestię podziału wyjaśnia „najlepszy” reporter w Kigali w początkowych scenach filmu. Fakty z filmu nie są jednak do końca prawdziwe, ponieważ podział na Hutu i Tutsi wśród społeczeństwa był obecny już od dawna i chodziło głownie o status społeczny obywateli. Tutsi określani przez niektóre źródła arystokratami rwandzkimi, byli bogatszą kastą hodowców bydła i z czasem podporządkowali sobie biedniejszy rolniczy lud Hutu. W czasie spisu ludności przeprowadzanego przez Belgię, Tutsi był zdefiniowany jako każdy, kto ma wąski nos lub posiada więcej niż dziesięć krów. Wszyscy pozostali byli zaliczani jako Hutu.[1] Ten dokładny podział natomiast wprowadzili Niemcy, którzy skolonizowali Rwandę w 1885 roku. Niemcy, wąskie nosy uważali za bardziej zbliżone do nosów białych ludzi i wybrali właśnie elitę Tutsi do zarządzania krajem. Spowodowało to wzrost już istniejącej niechęci stanowiących przeszło 85 % społeczeństwa Hutu. Belgowie natomiast kontynuowali niemiecki sposób rządzenia pogłębiając nienawiść rasową. Utrwalili podział na wąskie nosy i jaśniejszy kolor skóry. Właściwy konflikt zaczął narastać w latach pięćdziesiątych, gdzie dyskryminowani Hutu coraz głośniej zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie. Doprowadziło to jesienią 1959 do wybuchu wojny domowej, która zakończyła się wypędzeniem wielu Tutsi i przejęciem władzy przez Hutu. W wyniku przeprowadzonych wyborów nowym prezydentem został przywódca partii Hutu. W 1962 roku ONZ odebrał Belgii mandat powierniczy i Rwanda uzyskała niepodległość. Po wojnie Hutu przystąpili do czystek etnicznych. Prześladowani Tutsi zaczęli uciekać za granicę, do sąsiadujących krajów. W latach 1962-1993 stale dochodziło do konfliktów na linii Hutu – Tutsi. Dramat pogłębiał gwałtowny wzrost demograficzny, wynikający z niego głód oraz narastająca bieda. W 1989 roku Tutsi pozostający na emigracji w efekcie niezadowolenia z obecnej sytuacji postanowili przywrócić dawny porządek i ponownie dostać się do władzy. Zawiązali Rwandyjski Front Patriotyczny (RPF), który w 1990 roku rozpoczął kolejną wojnę domową. Siłom rządowym Rwandy w tym czasie pomagały oddziały belgijskie oraz francuskie. W 1993 roku ONZ wysłał Misję do Spraw Pomocy Rwandzie – UNAMIR, pod patronatem której doszło do rozmów pokojowych i zawieszenia broni pomiędzy zwaśnionymi stronami. Narody Zjednoczone miały pełnić nadzór nad sytuacją w kraju do czasu podpisania traktatu pokojowego i kolejnych demokratycznych wyborów. W tym momencie nastroje nacjonalistyczne Hutu zarzucanych rządową propagandą zaczęły się zaostrzać.



Film otwiera fragment transmisji zachodniego radia informujący, że „Prezydent Clinton wyraził zaniepokojenie rozwojem sytuacji w Sarajewie”. Fragment ów nie jest umieszczony bezcelowo. Jest to odniesienie do Sarajewa, gdzie również w 1994 roku trwał bardzo krwawy konflikt na tle etnicznym, tam jednakże interwencja ONZ – państw europejskich i USA była znacząca. Ograniczyła skale masakry oraz była kluczowa dla całego konfliktu. Cały świat śledził na ekranach telewizorów i na pierwszych stronach gazet konflikt w byłej Jugosławii. Wojna bałkańska, niczego jej nie ujmując w jej tragedii, miała niestety negatywny wpływ na zainteresowanie Rwandą. Bardziej skupiała uwagę świata, tym samym odciągając uwagę od wydarzeń afrykańskich. Oparty na faktach film „Hotel Rwanda” przedstawia nam historię widzianą oczami Paula Rusesabaginy, w którego wciela się nominowany za tę rolę do Oskara Don Cheadle. Paul jest kierownikiem hotelu Des Mille Collines w stolicy Rwandy – Kigali, który podczas masakry uratował 1268 osób, uchodźców Tutsi i Hutu w pokojach hotelu. Paul Rusesabagina, będący inspiracją filmu, asystował reżyserowi przy tworzeniu scenariusza filmu. Na tle jego osobistej historii, walki o przetrwanie swoje i swojej rodziny, ukazana zostaje niemoc i porażka Zachodniego Świata. Dzień przed podpisaniem porozumienia pokojowego pomiędzy rządem i rebeliantami Tutsi, odbywa się przyjęcie w hotelu Des Mille Collines. Są na nim George Rutugunda lokalny „biznesmen” oraz generał rwandyjskiej armii Augustin Bizimungu. Obaj, jako wysoko postawieni i zaangażowani Hutu doskonale wiedzieli o wydarzeniach, które rozpoczną się lada chwila, jednak na przyjęciu piją pod maska ironii za podpisywany pokój. Po uroczystości, w noc poprzedzająca wybuch masakry, widzimy burzę z błyskawicami nad hotelem. Niespokojne, wielokrotnie rozbłyskujące niebo zwiastuje nadchodzące chwile grozy. Można wyczuć ze coś wisi w powietrzu. Ciekawe jest, że wszyscy Hutu pokazani w filmie nie licząc oczywiście głównego bohatera są źli, ani jeden Hutu nie został pokazany w filmie z dobrej strony. Z imienia poznajemy raptem trzech Hutu, poza Paulem. Stają się oni wyznacznikiem reszty społeczeństwa Hutu, które w filmie wielokrotnie pokazywane jest jako ogół zbrodniarzy, mordujących nawet dzieci i starców. Według mnie, podkreślało to skalę konfliktu i beznadziejność położenia, w jakim znaleźli się Tutsi, którzy przyznają w filmie, że Paul, sam mający żonę Tutsi jest jedynym Hutu któremu ufają i jest jedyną osobą która może im pomóc. Dlatego podczas pierwszej nocy konfliktu przyszli ukryć się do jego domu. Lęk i niepokój wśród ludności Tutsi jest stale obecny w filmie. Stacja radiowa RTLM, należąca do przywódców rządowych, towarzyszy nam od początku filmu. Otwarcie z głośników nawołuje do nienawiści i przedstawiała Tutsi jako „karaluchy”, zbrodniarzy i zdrajców. Radio, którego wszyscy słuchają swoją propagandą powiększało oddziały bojówek Interhamwe i znacząco przyczyniło się do wybuchu jak i skali masakry. Niewielu ludzi, poza „organizatorami” tak naprawdę spodziewało się, że w obecności ONZ i wielu dziennikarzy, w dniu podpisania traktatu pokojowego rozpocznie się największe ludobójstwo w dziejach Afryki. W wielu scenach jednak widzimy oznaki nadchodzącego koszmaru, podwładny Paula, boi się rozszalałych bojowników tylko czekających na jakiś pretekst od Tutsi. Szwagier Paula kilkakrotnie wyraża strach o siebie i swoją rodzinę, Paul natomiast, nawet widząc skrzynie z maczetami i słysząc niepokojące informację przedstawione przez szwagra nie jest w stanie uwierzyć, że coś tak strasznego może się wydarzyć. W razie jakiegoś incydentu wierzy w swoich wysoko postawionych znajomych oraz białych rezydentów hotelu, którym świadczył przez całe życie przysługi, aby gdy nadejdzie odpowiedni moment oni mu pomogli.



Punktem zapalnym wybuchu koszmaru była śmierć rwandyjskiego prezydenta Juvénala Habyarimana, który zginął w zamachu w dzień podpisania traktatu pokojowego z RPF. Radio RTLM ogłosiło, ze stali za tym rebelianci Tutsi. Następnie, Hutu poprzez radio RTLM nadali ustalony sygnał do rozpoczęcia ludobójstwa – „Ściąć wysokie drzewa” brzmiała zaszyfrowana wiadomość, co świadczyło o dokładnym i skrupulatnym wcześniejszym zaplanowaniu całej akcji. Paul jako jedyny podał w wątpliwość, że to Tutsi stali za zamachem. Dlaczego mieli by zabić prezydenta, przecież podpisał z nimi pokój? Pada z jego ust. Prawdopodobnie za zamachem stali Hutu, którym decyzje prezydenta o zawarciu pokoju nie podobały się i tylko czekali na pretekst do wybuchu konfliktu. Ostateczne dowody, kto stał za zamachem nigdy nie zostały znalezione. Od tego momentu jesteśmy świadkami coraz dziwniejszych i bezsensownych zachowań wojsk pokojowych ONZ, które widząc mordowanych Rwandczyków nie robią nic. Przez cały film nie pada ani jeden wystrzał z ich broni. Pułkownik Olivier dowódca wojsk ONZ w Kigali, grany przez Nicka Nolte, w wywiadzie dla telewizji z wielkim zdenerwowaniem, oświadcza ze jego rozkazy zabraniają interwencji. Pułkownik podkreśla także, że bojownicy Hutu, widząc brak reakcji ze strony ONZ oraz biorąc przykład z Somalijczyków wypędzających ze swojego kraju Amerykanów z duża siła atakują stacjonujące w Kigali oddziały wojsk pokojowych w celu zmuszenia ich do wycofania się z Rwandy. Pułkownik przeprasza także Paula, że nic nie może zrobić krytykuje swoje dowództwo i rządy krajów zachodnich. Pułkownik swoją osobą odzwierciedla porażkę misji ONZ i przyznanie się do winy zachodniego świata. Nie może nic zrobić i czuje z tego powodu wyrzuty sumienia oraz złość za brak reakcji jego przełożonych. Symbolem porażki i niemocy wojsk Narodów Zjednoczonych staje się zakrwawiony „błękitny hełm” rzucony przez bojowników Interhamwe pod nogi bezsilnych żołnierzy ONZ, którzy nie mogą oddać strzału nawet wtedy, gdy wiedzą, że ich koledzy zginęli. Wiara w ONZ i państwa zachodnie zostaje całkowicie porzucona w chwili, gdy przybywa grupa interwencyjna z Europy. Okazuje się ich misją jest jedynie ewakuacja obywateli państw Zachodnich i wycofanie większości stacjonujących wojsk, pozostawiając Rwandczyków na pastwę losu. Dowiadujemy się w między czasie z radia, że Ameryka i Wielka Brytania optują, za wycofaniem całości stacjonujących sił pokojowych. Ujmująca jest scena wyjeżdżających autokarem Europejczyków, którzy z przejęciem robią zdjęcia i patrzą na porzuconych samym sobie, pozbawionych nadziei Afrykańczyków. Jest to o tyle dobitne, że prawdopodobnie większość z nich po wyjeździe zapomni o tych ludziach i o tym, co ich spotkało, nie zapominają jednak zabrać ze sobą nawet psa. Dodatkowo wymowę sceny podkreśla ulewny deszcz, który symbolizuje zmycie w momencie wsiadania do autokaru z wyjeżdżających całej odpowiedzialności. Nawet grupa niewinnych dzieci prowadzona przez białego księdza została by porzucona, gdyby nie Paul, który zabrał je do Mille Collines. Brak reakcji ONZ i Europejczyków to jednak nie wszystko. Hotel Rwanda ukazuje również kontrowersyjną postawę mediów. Rusesabagina w rozmowie z dziennikarzem granym przez Jaoquina Phoenixa, straciwszy wiarę w OZN, ma nadzieję, że ludzie widząc w telewizji nagrania z bestialskich zbrodni jednak zmusza swoje kraje do interwencji. Jednakże dziennikarz sprowadza Paula na ziemie i kwituje to dosadnym zdaniem. Kiedy ludzie zobaczą te zdjęcia, powiedzą „O Boże jakie to straszne!” I pójdą zjeść kolację. Tak samo zapomną o tym, jak ci, którzy siedzieli we wspomnianym autokarze. Jednakże gdyby poświecono Rwandzie znacznie więcej miejsca w mediach, być może udałoby się skłonić rządy krajów zachodnich do zbrojnej interwencji i zapobiec rozlewowi krwi. W czasie ludobójstwa natomiast więcej czasu antenowego i informacji poświęcano Mistrzostwom Świata w piłce nożnej odbywającym się w USA oraz materiałom z Bałkanów, gdzie już trwała misja ONZ, prawie całkowicie zapominając o postkolonialnej Afryce i jej dramacie.


Brak interwencji i zainteresowania zachodu spowodowany był również brakiem wartości Rwandy i Rwandczyków w oczach mocarstw. Nie było tam ropy, gazu, złota ani diamentów. Nie widzieli oni potrzeby, aby interweniować. Podkreśla to szef Paula grany przez Jeana Reno mówiący: To są tchórze. Rwanda nic dla nich nie znaczy. Stosunek do tych wydarzeń możemy podsumować cytując pułkownika Oliviera. Oni myślą, że jesteś śmieciem, że jesteś brudny, że jesteś bezwartościowy. (…) jesteś czarny. Nie jesteś nawet Czarnuchem, jesteś Afrykaninem. Te słowa, wypowiadane przez jednego z dowódców misji pokojowej dobitnie pokazują brak zdecydowanej chęci pomocy ONZ. Pułkownik będąc naocznym świadkiem wielu wydarzeń doskonale widział, co tam się dzieje. Na pewno informacje te przekazywał dowództwu, którego decyzje pozostawały niezmienione, co mimo ogromnej chęci pomocy, ludziom takim jak pułkownik Olivier związywało ręce. A szansa na taką pomoc istniała, o czym świadczy interwencja prezesa Sabeny – belgijskiej spółki, właścicieli Hotelu. W momencie, kiedy Paul dzwoni do swojego szefa po pomoc w efekcie zagrożenia ze strony armii rwandyjskiej, ten, wiedząc, że Francja zaopatruje rwandyjską armie, interweniuje u jej premiera. Pozwala to uzyskać chwile wytchnienia dla hotelu oraz pokazuję, że jeśli Zachód tylko by chciał mógł załatwić to bardzo szybko i skutecznie. Jedyna pomocą bez względu na koszty wykazał się Czerwony Krzyż, reprezentowany w filmie przez Madame Archer, która narażając własne życie ratowała rwandyjskie sieroty i pomogła wszystkim potrzebującym na tyle na ile mogła.



„Hotel Ruanda” nazywany jest afrykańską „Listą Schindlera”. Ukazuje historię jednego, który uratował wielu narażając własne życie. W obliczu takiej tragedii jedyną rzeczą, która pozwala Paulowi funkcjonować i nie załamywać się jest rutyna. Stara się prowadzić hotel do samego końca zachowując pozory i dając nadzieje innym. Film ma o wiele szerszy wymiar. Pokazuje, że jedna osoba mogła zrobić tak wiele. Zrzuca znaczną winę na zachód, który mając kolonialną przeszłość, musi być odpowiedzialny za swoje dawniejsze czyny. Częścią winy zostaje również obarczony każdy z nas, jako członek zachodniego społeczeństwa, który widząc, co się dzieje nie zrobił zupełnie nic. „Hotel Rwanda” powstał w 10 rocznicę wydarzeń w Rwandzie. Celem twórców nie było jednak tylko złożenie hołdu ofiarom oraz bohaterowi i rozliczenie zachodu. Drugim celem filmu było zwrócenie uwagi świata na Afrykę. W chwili premiery filmu w Darfurze, zachodniej części Sudanu trwał kolejny epizod  konfliktu, który trwa już od ponad 50 lat. Ogromna liczba ofiar oraz istota  rasowego konfliktu groziła powtórką z Rwandy. Reżyser przypominając dramat już rozegrany pragnie interweniować i nie dopuścić do kolejnych. Afryka jest bardzo gorącym terenem nie tylko w skali Celsjusza. Wystarczy iskra a kolejne konflikty mogą wybuchnąć. Sytuacja jest bardzo napięta. Miejsca takie jaki Burundi, Wybrzeże Kości Słoniowej, Demokratyczna Republika Konga, Sudan są uśpionymi wulkanami, które mogą, ale nie muszą się przebudzić. Reżyser pokazując przeszłość, odnosi się do teraźniejszości i przyszłość. Chce wywołać w nas refleksje mogące zmienić ewentualną historię.


[1] http://en.wikipedia.org/wiki/Tutsi


BIBLIOGRAFIA:

Artykuły:

1.    George Terry, Schindler z Afryki, Rozm. przepr. Janusz Wróblewski, „Polityka” 2005, nr 44.
2.    Kosecka Barbara, Hotel Ruanda, „Film” 2005, nr 11.
3.    Płażewski Jerzy, Hotel Ruanda, „Kino” 2005, nr 11.

Publikacje internetowe:

4.    Hotel Rwanda. Oficjalna Strona Filmu - http://www.unitedartists.com/hotelrwanda/main.html
5.    Leave None to Tell the Story:Genocide in Rwanda. Human Rights Watch Report, March 1999 - http://www.hrw.org/legacy/reports/1999/rwanda/
6.    Przemówienie Sekretarza Generalnego ONZ podczas konferencji upamiętniającej ludobójstwo w Rwandzie zorganizowanej przez rządy Kanady i Rwandy Nowy Jork 26 marca 2004 r. - http://www.unic.un.org.pl/show.php?news=504&wid=18
7.    Ryszard Kapuściński o okrutnym konflikcie plemiennym w Rwandzie - http://serwisy.gazeta.pl/kapuscinski/1,23084,459464.html?as=3&startsz=x
8.    Ryszard Kapuściński o sytuacji w Afryce po konflikcie Tutsi i Hutu - http://serwisy.gazeta.pl/kapuscinski/1,23084,449562.html?as=4&startsz=x
9.    Wikipedia – http://www.wikipedia.org

3 komentarze:

z pisze...

bardzo dobra interpretacja wg mnie, wyczerpująca i dosadna recenzja. dzięki

Anonimowy pisze...

świetny artykuł.

Julie J pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.

Prześlij komentarz